Fake News – co to jest i dlaczego warto weryfikować źródła?

Pomysł na ten artykuł chodził mi po głowie od kilku lat. Zrodził się z obserwacji aktywności znajomych i znajomych znajomych w sieci Facebook i Twitter. Przecierałem oczy ze zdumienia, jak łatwo ludzie są w stanie uwierzyć w każdą bzdurę, która tak naprawdę jest tylko ładnie oprawiona lub nabiera wiarygodności, bo kumpel z liceum też ją właśnie udostępnił.

Co to jest fake news? To nic innego jak plotka, kłamstwo, fałszywka. Czasami nieszkodliwa, ale potrafi też zabić lub być zręcznym instrumentem w rękach obcego wywiadu. Oto tzw. “Fake News”. Najlepszy sposób na manipulację w ostatnich lat. W tym artykule postaram się przybliżyć Wam wraz z przykładami jak to wszystko działa.

Czy fake news to nowe zjawisko?

Odpowiedź na to pytanie jest prosta – nie. W Rosji od czasów Piotra I nagminnie stosowano praktykę wprowadzania w błąd celem osiągania taktycznych i strategicznych korzyści (wizerunkowych, politycznych, finansowych i militarnych). W ZSSR działania jeszcze bardziej zintensyfikowano. W Polsce w latach 60. i 70 istniała miejska legenda mówiąca o kursującej po mieście czarnej Wołdze, która rzekomo porywa dzieci. Powielanie bzdur nie jest więc zjawiskiem nowym, tak samo jak plotkowanie. Różnica zaczyna się w momencie pojawienia się mediów społecznościowych w naszym życiu. Z Facebooka, Twittera czy Instagramu korzystamy już dosłownie wszędzie. Każdy fake news, który “chwyci”, w ciągu kilku chwil dociera do setek tysięcy osób. Jest to tzw. efekt kuli śnieżnej – im więcej osób udostępni, zareaguje, skomentuje dany post, tym większa jego widoczność w mediach społecznościowych.

Jaką mają korzyść twórcy fake newsów ?

Stworzenie fikcyjnego wpisu ma za zadanie wywołać odpowiedni efekt. Dezorganizacja państwa, kompromitacja znanej osoby lub grupy społecznej. Schemat działania jest zawsze ten sam. Jak najwięcej osób ma udostępnić / zapoznać się fałszywą wiadomością. Potem często pojawia się sprostowanie. Nie trafia jednak do tak szerokiej grupy odbiorców. Efekt zostaje osiągnięty.

Sporo twórców tzw. “jedynych prawdziwych stron” dużo zarabia na gromadzeniu takich bzdur. Widzicie efekt ich pracy na co dzień – to są wszystkie pseudo portale informacyjne których nazwy lecą mniej więcej tak: Najlepsze Wiadomości, Prawdziwe Newsy, Wolna Polska, Tylko Prawda (zbieżność nazw z istniejącymi portalami całkowicie przypadkowa) i tym podobne. Kasują oni spokojnie po kilka tysięcy tylko dlatego, że ty powielasz ich idiotyzmy.

Stworzenie takiego “portalu” to koszt około 200-300 zł. Pierwszy rok domeny z końcówką .pl masz .. za darmo. Szablon profesjonalnie zaprojektowany z całym pakietem startowym masz za 100-200 zł. Przeciętny serwer, odrobina podstawowej wiedzy i można stawiać serwis “SuperPrawdziweWiadomości.pl”. Zajmuję się tworzeniem stron internetowych od kilkunastu lat. Takich pseudo stron, które generalnie wyglądają jak kupa i aspirują do bycia drugim CNN jest na pęczki. Wszystkie oczywiście twierdzą że każde medium kłamie, a tylko oni serwują sprawdzone i sensacyjne wiadomości.

Jak rozpoznać fake newsa ?

Po pierwsze – zdrowy rozsądek.

Obojętne czy mówimy o wpisie na Facebooku, Whatsapp’ie czy Instagramie, czy też sensacyjnej aktualności na stronie internetowej. Zawsze powinniśmy zastanowić się czy to, co udostępniamy nie wydaje nam się niedorzeczne. Jeśli cokolwiek budzi nasze wątpliwości, bo wydaje się zbyt szokujące, to znaczy że istnieje duże prawdopodobieństwo, że dana treść jest fake newsem, czyli po prostu – kłamstwem.

Przykładowo: jeśli strona, która udostępnia sensacyjną wiadomość nazywa się np. “TajemneSuperNewsy.org” to już powinna zapalić się nam lampka ostrzegawcza. Wiara w udostępniane treści na takich stronach internetowych powinna być od razu bardzo ograniczona. Nie będę podawać konkretnych pozycji bo zaraz się tu banda trolli zleci, ale naprawdę nie jest trudne rozpoznanie takiego potworka. Warto się zastanowić przez chwilę ile kosztuje stworzenie prawdziwej agencji informacyjnej, prawdziwego serwisu internetowego. To nie jest 200-300 zł. Tylko 200-300 tysięcy zł na start. Oczywiście to nie jest regułą, duże i szanowane serwisy też powielają fake newsy. Faktem jednak jest że wielcy gracze lepiej sprawdzają swoje źródła bo ryzykują utratę reputacji.

Po drugie – poznaj twórcę.

Jak już nie możesz się powstrzymać aby udostępnić jakiś sensacyjny artykuł o wpływie 5G na Twoje zdrowie lub o chemitrails nad Zgierzem, to przynajmniej zerknij na źródło. Jeśli autor portalu nigdzie nie ujawnia, kim naprawdę jest (stopka redakcyjna), to również sygnał, że boi się konsekwencji kłamstw, które opublikował. Tak samo artykuł, post, cokolwiek. Najpierw zerknij na autora, wygoogluj, kto to jest. Fajnie wiedzieć, kogo twórczość promujesz. Możesz wpaść w niemałe zakłopotanie, jeśli po jakimś czasie dowiesz się, że Twojego newsa sfabrykował jakiś student dorabiający w rosyjskich służbach lub Sebastian z polibudy pomiędzy jednym, a drugim kacem.

Po trzecie – sprawdź datę

W sieci istnieje masa zawartości, która ma po kilka, a nawet kilkanaście lat. Nie przeszkadza to ludziom udostępniać takie artykuły w sieci z adnotacją, że właśnie zdemaskowali np. największą aferę w historii danego kraju. Mało kto jednak sprawdzi datę publikacji takiej sensacji. Może okazać się, że dany fake news już dawno został zdementowany, pół sieci z niego się śmieje, pojawiło się milion sprostowań, a tylko Ty bierzesz go na poważnie.

Po czwarte – dowiedz się więcej!

Jeśli jakaś wiadomość wydaje Ci się wyjątkowo niewiarygodna, to najwyższy czas dowiedzieć się więcej (użyj po prostu wyszukiwarki Google.pl) na temat bzdury, którą właśnie chcesz puścić w eter. Zapewniam Cię, że będziesz zaskoczony tym, co znajdziesz w internecie na temat rzekomej sensacji. Najlepszym uzyskanie szerszego kontekstu jest skopiowanie jednego / dwóch zdań z fake newsa i wyszukanie tego w wyszukiwarce. Zazwyczaj wyskakuje sporo artykułów wraz z sprostowaniami. Istnieją nawet dedykowane serwisy zajmujące się monitorowaniem fake newsów jak chociażby snopes.com.

Przykłady

Nie będę tutaj opisywał wszystkich fałszywek, które ostatnio zalały internet i ich skutków. Skoncentruję się tylko na tym co w przeciągu ostatnich 2-3 tygodni wyskoczyło mi na moim timeline. Jest tego masa, wybrałem fake newsy z różnych kategorii. Od teoretycznie nieszkodliwych po te które w swoich skutkach były tragiczne.

Ostatnie słowa Steve-a Jobsa

Zaczniemy od czegoś przyjemnego. To jest taki piękny klasyk, udostępniony przez chyba każdego (łącznie z dyplomowanymi profesorami, politykami, ludźmi nauki, informatykami itd. itp.), że nie można tego odpuścić.

Post krąży po wszystkich zakątkach internetu i jest podpisany jako:

“Ostatnie słowa Steve-a Jobsa”: Osiągnąłem szczyt sukcesu w biznesie. W oczach innych, moje życie stało się symbolem sukcesu. Jednak oprócz pracy, mam niewiele radości. Bogactwo nie robi już na mnie żadnego wrażenia. W tej chwili, leżąc na łóżku szpitalnym i rozpamiętując całe życie, zdaję sobie sprawę, że wszystkie osiągnięcia i bogactwa, z których kiedyś byłem tak dumny, stały się nieistotne w obliczu mojej rychłej śmierci. Kiedy w ciemności, patrzę na zielone światła urządzenia do sztucznego oddychania i słyszę jego mechaniczne dźwięki, czuję oddech zbliżającej się śmierci. Dopiero teraz rozumiem, że nawet jeśli zgromadzisz dużo pieniędzy, nagle chcesz realizować cele, które nie są związane z bogactwem. Jest coś ważniejszego: miłość, sztuka, marzenia z twojego dzieciństwa. Nie, nie uganiaj się za bogactwem, to może robić tylko osoba tak zakręcona jak ja. Bóg stworzył nas, aby każdy mógł poczuć miłość w sercu, a nie biegał za złudzeniami budowanymi przez sławę i pieniądze, tak jak ja to robiłem w moim życiu. Teraz wiem, że nie mogę zabrać je ze sobą. (.....)

i tak dalej, i tak dalej... Post ma dwa razy tyle wzniosłych przemyśleń.

Weryfikacja jest dość prosta. Wystarczy wpisać w przeglądarkę Google frazę “Ostatnie słowa Steve’a Jobsa” i pierwsze co wyskakuje to dość szczegółowa analiza całego tekstu.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,19687534,ostatnie-slowa-steve-a-jobsa-o-bogactwie-chorobie-i-milosci.html

Poszło łatwo. Jak ktoś jest nieufny to można również poszukać za granicą. Wystarczy wpisać w googlach “Steve Jobs Deathbed Speech” i mamy szczegółową analizę wraz ze źródłem na portalu Snopes.com:

https://www.snopes.com/fact-check/steve-jobs-deathbed-speech/

W powyższych linkach każde zdanie jest wzięte pod lupę i wyjaśnione jest dlaczego podana fraza, która krąży w internecie jest totalną fikcją. Cztery lata po zdemaskowaniu tej plotki, tekst nadal krąży na Facebooku z dopiskiem jako autentyczne słowa Jobsa. Oprócz siania dezinformacji jest na szczęście nieszkodliwy.

Feministki wyżywają się na kukiełce abortowanego dziecka

Trochę poważniej. Na jednym z popularnych portali pojawił się następujący film (Facebook już oznaczył źródło jako rozpowszechniające fake newsy):

Wraz z opisem:

“Hiszpania, wiec feministek. Następuje odprawienie rytuałów. Media informują, że mała kukiełka symbolizuje nienarodzone dziecko, które zostaje przez uczestniczki pobite, skopane, powieszone na sznurze, oplute i podpalone. Postęp, nowoczesność, powiew zachodu, strefa wolna od nienawiści.“

Żeby wymyślić taki opis trzeba wykazać się kreatywnością lub być prawicowym pustakiem. Pomyślmy racjonalnie. Feministki i tak nie mają łatwej prasy. Żeby jeszcze podciągnąć sobie rankingi postanowiły powyżywać się trochę na kukiełce dziecka podczas protestu. Bardzo rozsądne, prawda?

Oczywiście do weryfikacji powyższego idiotycznego newsa (który rozszedł się błyskawicznie po portalach prawicowych) wystarczy odrobina rozsądku i trzeźwe podejście do życia, ale niech tam, sprawdźmy.

Co krzyczą feministki: Somos la nietas de las brujas, que no pudisteis quemar! Kilka chwil aby przetłumaczyć i już mamy: “Jesteśmy wnuczkami czarownic, których nie udało wam się spalić!”. Jak pewnie wiecie (jak nie to Google.pl), w Hiszpanii jest gigantyczny problem z przemocą domową. Feministki protestują przeciw prymatowi mężczyzn (maczyzm). Kukła symbolizuje kulturę maczo. Oczywiście mało kto z polskich komentujących zadał sobie trud aby spojrzeć dokładnie na kukiełkę (ma krawat) i zasięgnąć kontekstu. Wiadro pomyj które wylało się w komentarzach nawet nie nadaje się do cytowania. W ten sposób tworzymy psychozę i atmosferę ciągłego zagrożenia. Ludzie którzy wszędzie widzą spisek, są idealnym materiałem do sterowania. Zanim się oburzysz, sprawdź o co chodzi.

Handlarze dzięcięcymi organami porywają dzieci w Meksyku

Ta wstrząsająca informacja lotem błyskawicy rozeszła się na Whatsappie w mieście Acatlan w Meksyku. Jak informuje portal gazeta.pl

“Rozprzestrzenianie fałszywej informacji zbiegło się z zatrzymaniem przez policję 21-letniego Ricardo i jego wujka, 43-letniego Alberto. Według policji mężczyźni nie popełnili żadnego przestępstwa, zostali jednak przewiezieni na lokalny komisariat w związku z "zakłócaniem porządku".

To nie przeszkodziło kilku idiotom rozpuścić fake newsa, że dwoje zatrzymanych to właśnie handlarze organami. Kiedy zostali zwolnieni z aresztu, rozwścieczony tłum wywlókł ich poza komisariat, oblał benzyną i … spalił żywcem. Cały lincz był transmitowany na żywo na Facebooku i Twitterze (!). Filmy dotąd krążą po sieci.

Oczywiście policja zatrzymała kogo się da w związku z rozpuszczeniem fake newsa. Życia Ricardo i Alberto to jednak nie wróci.

To jeden z przykładów jak zwykłe przesłanie niesprawdzonej wiadomości może kosztować czyjeś życie. Podobne lincze miały miejsce również w Indiach, gdzie identyczne bzdury krążyły po całym kraju. Wszystkie plotki oczywiście były fałszywe, ale kilka osób poniosło tragiczną śmierć.

Kościół Szwecji zdecydował, że Jezus Chrystus był neutralny płciowo

Teraz coś zgoła odmiennego. Kolega podesłał mi wiadomość że kościół szwecji (luteranie) doszedł do zadziwiających wniosków: Jezus Chrystus był neutralny płciowo. Przypomnijmy, że takie stwierdzenie musiałoby się wiązać z przeróbką Biblii, zmianą całej teologii i nauczania. Stawiałoby też szwedzkich luteran poza chrześcijańską wspólnotą (tak jak np. Mormonów czy Świadków Jehowy).

https://newsbook.pl/2017/12/29/kosciol-szwecji-zdecydowal-ze-jezus-chrystus-byl-neutralny-plciowo http://www.telegraph.co.uk/news/2017/11/24/church-sweden-stop-clergy-calling-god-lord-bid-crack-gendered/

Wiadomość została podana przez wszystkie polskie portale i kilka dużych zagranicznych agencji informacyjnych. Problem w tym, że jest nieprawdziwa. Szwedzi nie zmienili Biblii, nauczania ani teologii. Dodali tylko kilka uproszczeń w swoim modlitewniku. Żadne z nich nie obejmuje zmiany płci Jezusa Chrystusa na neutralnego płciowo. Co ciekawe sprostowania nie opublikował żaden portal (!), który tę plotkę wcześniej rozpuścił. Wiadomość krąży dalej w sieci i jest powielana nawet przez wiele szanujących się osób. Informację sprostowały tylko media szwedzkie i kościół szwecji:

https://www.thelocal.se/20171124/no-the-swedish-church-has-not-banned-the-male-pronoun-god https://www.svenskakyrkan.se/nyheter/fake-news-in-the-media-about-the-church-of-swedens-new-worship-book

W weryfikacji pomocne oczywiście okazały się Google i fora luterańskie. Zasięgnąłem również opinii samych pastorów którzy w szwecji mieszkają. Byli oni mocno zaskoczeni całą sytuacją. Nikt tam o takich zmianach nie słyszał. Zastanawiają się co miało na celu rozpuszczenie tego fake newsa. O to pewnie trzeba by było zapytać autorów.

Podsumowanie

Jeśli myśleliście że udostępnienie posta, fałszywej aktualności, plotki, nic nie znaczy, to mam nadzieję, że po powyższej lekturze zmienicie zdanie. Są fake newsy, które są po prostu zabawą, ale są też takie które mogą mieć poważne konsekwencje, a nawet kosztować czyjeś życie. Są też takie które potrafią postawić wszystkie służby danego kraju na nogi (fake newsy w USA).

Jestem skłonny zaryzykować stwierdzenie, że 50% sensacyjnych wiadomości na Facebooku to nieprawdziwe lub mocno podkoloryzowane fake newsy. Dlatego pomyśl dwa razy co podajesz dalej. Jesteś odpowiedzialny za to, co udostępniasz. Tak jak jesteś odpowiedzialny za to, że obrabiasz komuś tyłek plotkowaniem, tak samo jesteś odpowiedzialny za to, co udostępniasz na swoich profilach.

Zweryfikuj, zanim zrobisz krzywdę lub dołożysz swoją cegiełkę do spirali nienawiści i hejtu który wylewa się z monitora. To nic nie kosztuje a dzięki temu w sieci będzie trochę mniej bezużytecznego kontentu.

Kto zaprotestuje, kiedy ciebie zaatakują? Kogut z Pcimia to siusiak

Komentarze